Początkowy okres wojny................Начальный период войны

    W marcu 1940 amnestionowany, wysłany do sanatorium na Krymie i przywrócony do służby wojskowej. Został w czerwcu przyjęty przez ministra obrony S. Timoszenkę. Timoszenko wręczył mu nominację na stopień generała majora i wyznaczył na dowódcę 9 Korpusu Zmechanizowanego (mianowany generałem majorem – 4 czerwca 1940). Z Korpusem został dyslokowany w rejon Liali, gdzie uczestniczył w misji wyzwoleńczej Bessarabii (oderwanej od Imperium Rosyjskiego i w 1918) spod panowania rumuńskiego.

     Od początku Wielkiej wojny ojczyźnianej dowodził 9 zmechanizowanym korpusem w bitwie pod Dubno-Łuckiem-Brodami. Mimo na niekompletnego stanu czołgów i transportu, wojska 9 zmechanizowanego korpusu, w czerwcu — lipcu 1941 roku aktywną obroną krzyżowali plany przeciwnika, cofając się tylko po rozkazie. Za skuteczne dowodzenie został przedstawiony do 4 Orderu Czerwonego Sztandaru.

    11 lipca 1941 roku został wyznaczony dowódcą 4 Armii na południowym skrzydle frontu zachodniego, 17 lipca Rokossowski przybył w sztab frontu zachodniego, jednak w związku z pogorszeniem sytuacji dostał polecenie kierowanie operatywną grupą dla przywrócenia sytuacji w obszarze Smoleńska. 

    Zdobycie przez Niemców Smoleńska i wydostanie się z okrążenia 16 i 20 armii, które wycofały się pomyślnie za Dniepr, wytworzyło sytuację, w której doraźnie sformowane grupy operacyjne nie miały racji bytu. Dowódca frontu 7 sierpnia powierzył Rokossowskiemu dowodzenie 16 armią. Broniła ona głównego traktu ze Smoleńska na Wiaźmę. Na kierunku tym raz po raz przebijały się oddziały, które wyszły z okrążenia często aż znad granicy. Mimo wycieńczenia ludzie ci już po kilku dniach wzmacniali walczące szeregi.

    16 armia oraz kilka innych przygotowały operację zaczepną celem odbicia Smoleńska. Walki pod Jarcewem ukształtowały pogląd Rokossowskiego na metodę przełamywania umocnionych pozycji wroga. Główną wagę przykładał do umiejętnego współdziałania piechoty i artylerii. Dzięki temu rozpoczęte 1 września natarcie, mimo zaciekłego oporu nieprzyjaciela i jego przewagi zwłaszcza w powietrzu, nadwyrężono system obrony wroga, ułatwiając sąsiedniej 24 armii odbicie 6 września Jelni. Próba wyzwolenia Smoleńska jednak się nie powiodła.

    Po zakończeniu operacji dowódca 16 armii Rokossowski otrzymał awans do stopnia generała-lejtnanta, a dwie jej dywizje otrzymały miano gwardyjskich. Zdobytymi doświadczeniami podzielił się Rokossowski w dwóch artykułach: „Uderzenia, które wycieńczają wroga” i „Wrześniowe dni pod Jarcewem”. Oprócz osobistego męstwa i siły woli od pierwszych dni wojny cechuje Rokossowskiego dążenie do twórczego, nieszablonowego rozwiązania problemów walki z przeciwnikiem, mającym przewagę liczebną i techniczną oraz znaczne doświadczenie bojowe. Nie lekceważy niczego, co może ieć wpływ na wyniki walki. Ze swym sztabem analizuje przyczyny niepowodzeń, a wnioski wprowadza w życie. Dużą wagę przywiązuje do przykładu osobistego wszystkich dowódców. Sam zresztą najczęściej znajduje się tam, gdzie ważą się losy walki. 

    Na pierwszej linii pojawiał się często w odświętnym mundurze „W początkach naszej współpracy- wspomina członek rady wojennej 16 armii, Łobaczew- maniera ta, zjawiania się w okopach jak na paradę, zbijała mnie z tropu… Wkrótce jednak przekonałem się, że wszelki blichtr jest obcy Konstantemu Konstantynowiczowi. Właściwe mu były surowe normy, zgodnie z którymi dowódca obowiązany jest swą postawą, wyglądem zewnętrznym, aż do szczególików, wpajać wojskom atmosferę spokoju, wrażenie panowania nad sytuacją”. Swej postawie, kulturze osobistej i nieprzeciętnym cechom charakteru zawdzięczał Rokossowski wzrost popularności, a nade wszystko zaufanie przełożonych i uwielbienie podwładnych.

    Hitlerowcy rozpoczęli 30 września operację pod kryptonimem „Tajfun”, mającą na celu okrążenia wojsk radzieckich na wschód od Smoleńska i zdobycie Moskwy. Udało im się wyjść na tyły 3 i 13 armii Frontu Briańskiego oraz zagrozić armiom Frontu Zachodniego i Odwodowego. Po dwóch dniach walk Rokossowski otrzymał nieoczekiwany rozkaz przekazania swych wojsk 20 armii i udania się ze sztabem 16 armii w rejon Wiaźmy celem objęcia dowodzenia nad pięcioma odwodowymi dywizjami . Na żądanie Rokossowskiego dziwny rozkaz został potwierdzony pisemnie. Nie pozostawało mu nic innego, jak przekazać wojsk i udać się w nieznane.

    W gorących więc dniach ofensywy niemieckiej, której pierścień okrążenia zamykał się właśnie pod Wiaźmą, znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Obiecanych dywizji nie otrzymał, nie miał też łączności ze sztabem frontu. Wyślizgując się z zamykanych kleszczy niemieckiego okrążenia, zdołał zebrać i uporządkować po drodze znaczne oddziały, które stały się zalążkiem odtworzonych jednostek 16 armii. Zgodnie z rozkazem nowego dowódcy Frontu Zachodniego, gen. armii Żukowa, 14 października znalazł się pod Wołkołamskiem w sytuacji przypominającej lipcowe dni pod Jarcewem. Tyle że teraz posiadał zgrany i zaufany sztab i wszystkie środki łączności. Na organizację obrony na stukilometrowym froncie miał jednak zaledwie dwa dni. Jej szkielet oparł o zagarniętą uprzednio 18 moskiewską dywizję pospolitego ruszenia, przybyłą z Kazachstanu 316 dywizję gen. Panfiłowa, 3 korpus kawalerii gen. Dowatorowa, który dopiero co wyszedł z okrążenia, oraz szkolny pułk tzw. Kremlowskich Kursantów.

    W rozciągniętej cienkiej linii obrony 16 armii panfiłowska dywizja miała przejąć główny impet nieprzyjacielskiego uderzenia. Na tym kierunku, wspólnie z gen. Kazakowem, skoncentrował Rokossowski większość artylerii. Ryzyko opłaciło się. Nieprzyjaciel rzeczywiście uderzył na panfiłowców, którzy mimo znacznych strat i braku doświadczenia bojowego uporczywie bronili swych pozycji. Ich pełne poświęcenia bohaterstwo, opisane w książce Aleksandra Beka „Szosa wołokołamska”, trale zapisało się w historii tych trudnych dni. Również korpus Dowatowa i Kremlowscy Kursanci walczyli na śmierć i życie. Mimo to musieli się cofać. Po dziesięciodniowych uporczywych walkach 27 października armia oddała Wołkołamsk. Na tym jednak natarcie nieprzyjaciela wygasło. Oddanie Wołkołamska przysporzyło Rokossowskiemu wiele przykrości. Do sztabu armii przybyła specjalna komisja śledcza. Wszyscy zrozumieli, że Kwatera Główna nie może przechodzić do porządku nad utratą coraz to nowych miast u samych wrót Moskwy. Komisja musiała jednak przyznać, iż zarówno gen. Panfiłow, jak i dowódca armii nie mieli żadnych możliwości utrzymania Wołkołamska.

    Dwa tygodnie potrzebowali Niemcy na wznowienie natarcie. 7 listopada, zamiast przygotowanej defilady Wehrmachtu, u stóp Mauzoleum Lenina odbyła się tradycyjna defilada Armii Czerwonej. W przededniu święta rewolucji dowódca 16 armii w artykule opublikowanym w centralnej prasie pisał: „mimo iż walki o Moskwę trwają i niebezpieczeństwo nad stolicą nie osłabło, już teraz można konstatować fiasko planów hitlerowskiego dowództwa…”

    W trakcie dwutygodniowego spokoju na froncie otrzymał Rokossowski od gen. Żukowa nieoczekiwaną propozycję organizacji konnej armii, na czele której miałby działać na tyłach nieprzyjaciela. Zdecydowanie ją odrzucił stojąc na stanowisku, iż w dobie masowego użycia czołgów i lotnictwa era konnych armii bezpowrotnie minęła. Przekonywujące argumenty Rokossowskiego wpłynęły na zaniechanie tej koncepcji.

 

 

 

Opracował: Marek Zatorski.

 

Comments (0)

500 characters remaining

Cancel or

Joomla templates by a4joomla